Dzień 1 – Start przygody na Zielonej Szkole!

Pierwszy dzień rozpoczęliśmy od bardzo ważnej sprawy – omówienia zasad bezpieczeństwa podczas podróży. Wszyscy już wiedzą, że pasy zapinamy szybciej niż otwieramy chipsy, a kierowcy nie przeszkadzamy nawet wtedy, gdy bardzo chcemy zapytać: „Daleko jeszcze?”

Przed wyjazdem odbyła się również policyjna kontrola autokaru oraz kierowców. Funkcjonariusze sprawdzili stan techniczny pojazdu, dokumenty oraz trzeźwość kierowców, dzięki czemu mogliśmy spokojnie i bezpiecznie rozpocząć naszą podróż.

Następnie ruszyliśmy autokarem do Pogorzelicy. Podróż minęła w świetnych humorach – były rozmowy, śmiechy i pierwsze oznaki walki o najlepsze miejsca w pokojach.

Kolejnym punktem programu było zakwaterowanie. Rozpakowywanie walizek przebiegało bardzo dynamicznie – niektórzy odkryli, że mama jednak miała rację, mówiąc: „Spakuj się samodzielnie, będziesz wiedział, gdzie co jest”.

Po obiadokolacji wybraliśmy się na spacer nad morze. Przy okazji poznaliśmy topografię miejscowości, najbliższe okolice oraz oczywiście… drogę na plażę, która od razu stała się jedną z najważniejszych tras wyjazdu.

Na zakończenie dnia zawarliśmy wspólny kontrakt dotyczący zasad i dobrej atmosfery podczas wyjazdu oraz omówiliśmy plan na kolejny dzień. Uczniowie przygotowali także kreatywne wizytówki na drzwi swoich pokoi.

Pierwszy dzień minął szybko, wesoło i bardzo aktywnie – a to dopiero początek naszej nadmorskiej przygody!

 

Dzień 2 – Morski chrzest, twórcze niespodzianki i roztańczone Disco Bandżo!

Drugi dzień Zielonej Szkoły rozpoczął się bardzo energetycznie – obudziły nas dźwięki piosenki „Zielona szkoła nie śpi, zielona szkoła wstaje”! Nie było więc czasu na leniuchowanie.

Po pysznym śniadanku szybko ruszyliśmy na plażę, gdzie odbył się długo wyczekiwany chrzest morski. Emocji, śmiechu i morskich przygód zdecydowanie nie brakowało! Następnie uczestniczyliśmy w zajęciach w podgrupach, podczas których każdy mógł wykazać się swoimi talentami i dobrą energią.

Po smacznym obiadku przyszedł czas na zajęcia plastyczne. Tworzyliśmy wyjątkowe upominki – szczególnie dla naszych kochanych mam, choć o tatusiach również pamiętaliśmy

Wieczorem czekała na nas prawdziwa petarda – szalone DISCO BANDŻO! Tańce, śpiewy i świetna zabawa trwały niemal bez końca.

A najlepsze? Wyjątkowo cicha nocna dopiero o godzinie 23:00… choć niektórzy twierdzą, że energia po disco jeszcze długo nie pozwalała zasnąć.

Dzień 3 – Między gwiazdami, historią i morską bryzą – trzeci dzień Zielonej Szkoły

Trzeci dzień Zielonej Szkoły rozpoczęliśmy bardzo energicznie – tradycyjną już pobudką w rytmie piosenki „Zielona szkoła nie śpi, zielona szkoła wstaje!”. Choć niektórzy jeszcze szukali swoich kapci, wszyscy dzielnie ruszyli na pyszne śniadanko, które dodało nam sił na kolejne atrakcje.

Następnie odbyły się grupowe zajęcia sportowe na boisku oraz rekreacja na plaży. Było dużo ruchu, śmiechu i morskiej bryzy we włosach! W tym czasie młodsza grupa tworzyła własny „Dziennik odkrywcy”, zapisując najciekawsze wspomnienia i przygody z Zielonej Szkoły. Kto wie – może powstanie z tego prawdziwy bestseller?

Po aktywnym przedpołudniu czekał na nas smaczny obiad, a na deser słodziutkie mandarynki, które zniknęły szybciej niż fale na brzegu Bałtyku.

Kolejnym punktem dnia był niesamowity pokaz „Gwiezdny teatr” przygotowany przez pana Kowalczuka. Dzięki niemu mogliśmy choć na chwilę przenieść się między gwiazdy i poczuć się jak prawdziwi odkrywcy kosmosu. W drugiej części pokazu została przedstawiona w bardzo ciekawej i nowoczesnej interpretacji historia Polski, która wzbudziła duże zainteresowanie i pozwoliła spojrzeć na ważne wydarzenia z naszej przeszłości w wyjątkowy sposób.

Starsza grupa udała się natomiast na piesze rozeznanie w terenie do Niechorza, poznając okolicę i ćwicząc orientację w terenie.

Po kolacji wszyscy wspólnie wybrali się podziwiać cudowny nadmorski zachód słońca. Widoki były tak piękne, że nawet najbardziej rozmowni na chwilę zamilkli… choć tylko na chwilę!

Dzień 4  – Dzień pełen przygód, alpak i zachodu słońca.

To już czwarty dzień z pobudką w rytmie piosenki: „Zielona szkoła nie śpi, zielona szkoła wstaje!”
Niektórzy twierdzą, że po tej zielonej szkole będą budzić się tak już do końca życia…

Po porannym śniadanku, które było przepyszne, ruszyliśmy na kolejne przygody. Bajkową kolejką pojechaliśmy do Niechorze, gdzie razem z przewodnikiem zwiedziliśmy: motylarnię, latarnię morską oraz opaskę ochronną wybrzeża, park miniatur.

Niektórzy zgodnie stwierdzili, że miniatury są świetne… szczególnie dlatego, że nie trzeba tyle chodzić jak przy prawdziwych budowlach.

Kolejnym etapem naszego wycieczkowego dnia była wizyta w Dziadkowizna. Czekały tam na nas alpaki, kozy, owce, konie, krówki, kucyk, osiołki, kury, kaczki, pieski i kotki, które chyba nie mogły doczekać się naszych odwiedzin!
Największym powodzeniem cieszyły się alpaki – chyba wyczuły, kto ma przy sobie najwięcej smakołyków i najlepsze zdjęcia do zrobienia.
Podczas warsztatów każdy malował ekologiczną torbę – lamy, kwiatki, kaczory i inne zwierzęta twórczo ozdobiły nasze prace. Powstały prawdziwe dzieła sztuki! Niektóre torby wyglądały tak dobrze, że spokojnie mogłyby trafić na wybieg mody.

Po tak ekscytującym dniu wróciliśmy na kolację. Niektórzy nadal pełni sił wybrali się jeszcze podziwiać niesamowity zachód słońca nad morzem.
A reszta… podziwiała zachód słońca głównie z pozycji leżącej.

Dzień 5  – Zielona szkoła napędzona zieloną energią!
To już piąty dzień, a my budzimy się codziennie z hitem na ustach: „Zielona szkoła nie śpi, zielona szkoła wstaje!” – chyba zaraz wpiszemy tę piosenkę do listy przebojów wakacji! Niektórzy mówią, że po tej zielonej szkole poranki będą tak energetyczne… przynajmniej do następnych wakacji, a może i dłużej!

Po śniadaniu, które zniknęło szybciej niż poranna mgła nad morzem (ktoś tu chyba podrzucił do kuchni magiczne składniki), ruszyliśmy do Muzeum Rybołówstwa Morskiego w Niechorze. Sieci, łodzie i rybackie ciekawostki sprawiły, że chyba już wiemy, dlaczego rybacy mają tyle cierpliwości – może dlatego, że siedzą godzinami z wędką, a my ledwo wytrzymujemy kolejkę po lody!

Po obiedzie startowały podgrupy: plażowanie, sportowe wyzwania, plażowa matematyka (bo nawet wakacje lubią liczyć), muszelkowe kodowanie i tajemnice wydm. Co kto lubi! Od przyszłych olimpijczyków po muszelkowych znawców – każdy kończył dzień z uśmiechem i piaskiem w butach.

Kolacja? Przepyszna! Kuchnia chyba ma jakąś supermoc, bo nic nie zostało. Po niej czas na rozmowy z rodzinami – relacje znów były „na żywo” i pełne wakacyjnych emocji.

Wieczorem młodsza grupa uzupełniała „Dziennik młodego odkrywcy”, a starsi chillowali w swoich podgrupach – bo po dniu pełnym przygód zasłużyli na relaks i trochę oddechu. Tak trzymać!

Dzień 6 – W rytmie zabawy, sportu i wakacyjnych przygód.

Sobota przywitała nas lekkim deszczykiem i chłodną morską bryzą. Pogoda próbowała nas trochę przestraszyć, ale szybko okazało się, że była bez szans. Na specjalne życzenie grupy młodszej pobudka odbyła się przy kultowym już hicie „Hej miski, czas już wstać”, który skutecznie postawił wszystkich na nogi (choć niektórzy próbowali jeszcze negocjować dodatkowe pięć minut snu).

Po porannej toalecie i pysznym śniadaniu, które zniknęło z talerzy w tempie godnym sportowych zawodów, ruszyliśmy na kolejne przygody.

Jak wiadomo, dzieci uwielbiają wodę pod każdą postacią – morską, basenową, a pewnie nawet tę z kałuży! Dlatego przed południem większość uczestników udała się na zajęcia rekreacyjne na basenie. Było mnóstwo pluskania, śmiechu, wodnych wyścigów i prób stworzenia największej fali w basenie. Nie zabrakło też nauki nowych umiejętności pływackich. Nasi młodzi wodniacy spisali się na medal, a uśmiechy były tak szerokie, że trudno byłoby je zmieścić nawet w największym kole ratunkowym.

Ci, którzy zostali na lądzie, zmierzyli się z matematyką. Na szczęście nie było klasówek ani odpytywania przy tablicy! Zamiast tego uczestnicy rozwiązywali łamigłówki, zagadki logiczne i zadania wymagające sprytu. Okazało się, że matematyka potrafi być całkiem niezłą rozrywką, szczególnie gdy można współpracować z kolegami i koleżankami.

Po obiedzie czekała na nas bardzo ważna część dnia – wyjście na lody. Trudno powiedzieć, kto był bardziej szczęśliwy: dzieci czy lody, które mogły zostać tak szybko zjedzone. Słodka energia przydała się podczas kolejnych zajęć w podgrupach, gdzie nie brakowało ruchu, śmiechu i dobrej zabawy.

Później przyszedł czas na rozmowy z rodzinami. Połączenia były pełne emocji, a opowieści o przeżytych przygodach tak bogate, że niektórym rodzicom mogło zabraknąć czasu na zadawanie pytań. Dzieci chętnie dzieliły się wrażeniami i relacjonowały każdy ważny moment dnia.

Kolacja była tak smaczna, że talerze świeciły pustkami w rekordowym czasie. A ponieważ energii nikomu nie brakowało, wieczorem rozpoczęły się zajęcia rekreacyjno-sportowe. Prawdziwe emocje wzbudziły rozgrywki dwójek piłkarskich. Były piękne akcje, widowiskowe bramki, a czasem także bardzo kreatywne interpretacje zasad gry. Równolegle odbywały się gry sprawnościowe, zabawy zręcznościowe i różne aktywności integracyjne, dzięki którym każdy znalazł coś dla siebie.

Wieczór minął w atmosferze świetnej zabawy, zdrowej rywalizacji i koleżeńskiej współpracy. A gdy nadszedł czas ciszy nocnej, nawet najwięksi mistrzowie energii przyznali, że łóżko to jednak wynalazek godny nagrody. Zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi, zakończyliśmy kolejny pełen wrażeń dzień nad morzem.

Dzień 7 – Niedziela? Podobno dzień odpoczynku!

Niedziela – dzień spokoju, relaksu i leniuchowania. Ale nie na zielonej szkole! U nas od samego rana obowiązuje zasada: kto śpi, ten traci przygody. Pobudka odbyła się już tradycyjnie przy dźwiękach dobrze znanego hymnu: „Zielona szkoła nie śpi, zielona szkoła wstaje!”. Niektórzy jeszcze próbowali przekonać kołdrę, żeby ich nie wypuszczała, ale ostatecznie wszyscy zameldowali się na śniadaniu.

Po śniadanku, szybkim ogarnięciu pokoi (niektóre walizki nadal próbowały żyć własnym życiem) i ostatnich poprawkach w fryzurach ruszyliśmy w drogę.

Spokojnym krokiem udaliśmy się do Niechorza. Pamiątki, suweniry i różne wakacyjne skarby zostały zakupione, a lokalne sklepy odnotowały wzrost zainteresowania magnesami, breloczkami i innymi „niezbędnymi” gadżetami. Oczywiście nie mogło zabraknąć lodów, które – ku zaskoczeniu wszystkich – zostały zjedzone do ostatniego kęsa.

Po takim spacerku rosołek smakował wyśmienicie, a drugie danie zniknęło z talerzy w tempie, którego pozazdrościłby niejeden sprinter. Na deser czekała przepyszna babka, która zdobyła tyle samo fanów co lody.

Po chwili poobiedniej relaksacji udaliśmy się na plażę. Świeże powietrze, morska bryza i szum fal stworzyły idealną scenerię do karaoke w języku angielskim. Do naszego koncertu postanowiły dołączyć również skrzeczące mewy. Trzeba przyznać, że były bardzo zaangażowane, ale mimo wszystko jury jednogłośnie przyznało zwycięstwo naszej ekipie. Humory dopisywały nam tak bardzo, że na zakończenie nie mogło zabraknąć jeszcze wspólnej „Belgijki”.

Po lekkiej kolacji odbyło się spotkanie integracyjne przy ognisku. Pieczone kiełbaski, chrupiący chlebek i inne smakołyki wprawiły nas kolejny raz w doskonały humor i sprawiły, że rozmowom, śmiechom oraz wspólnym żartom nie było końca. Przy blasku ognia wspominaliśmy najzabawniejsze wydarzenia minionych dni, a niektóre historie z każdą minutą stawały się coraz bardziej niezwykłe.

Wieczór upłynął w wyjątkowo ciepłej i radosnej atmosferze. Zmęczeni po kolejnym aktywnym dniu, ale pełni pięknych wspomnień, wróciliśmy do ośrodka. A jutro? Jutro oczywiście kolejne przygody – bo na zielonej szkole nuda ma zakaz wstępu!

Dzień 8 – Od żubrów do gwiazd, czyli Dzień Dziecka pełen przygód!

Pobudka jak zwykle o 8:00. Nasza niezawodna pobudkową piosenką po raz kolejny udowodniła, że nie ma takiego śpiocha, którego nie dałoby się postawić na nogi. Po śniadaniu ruszyliśmy na spotkanie z przyrodą do Wolińskiego Parku Narodowego.

Pan i Pani przewodnik opowiadali o parku tak ciekawie, że nawet większość uczniów słuchała z zainteresowaniem. Dowiedzieliśmy się, że mieszkają tu foki, morświny i żubry, a niektóre rośliny są tak wyjątkowe, że nie chciały rosnąć nigdzie indziej w Polsce. Wdrapaliśmy się także na punkt widokowy Grodzisko w Lubinie. Widoki były tak piękne, że zapierało dech w piesiach, szczególne po wejściu tych wszystkich schodków.

Następnie zawitaliśmy do Międzyzdrojów. Krótki postój przy fontannie w Parku Chopina pozwolił złapać oddech i sprawdzić, czy wszyscy nadal mają tyle samo energii co rano. Wynik kontroli był pozytywny – można było ruszać dalej!

Kolejnym punktem programu było spotkanie z gwiazdami… z wosku. Niektóre figury wyglądały tak realistycznie, że część z nas przez chwilę zastanawiała się, czy nie mrugnęły okiem.

Potem przespacerowaliśmy się Aleją Gwiazd, gdzie natrafiliśmy na pokaz sprzętu wojskowego. Była to nie lada gratka, szczególnie dla miłośników dużych maszyn i jeszcze większych kół.

Piękna pogoda wręcz zmusiła nas do spaceru po molo. Morze szumiało, słońce świeciło, a lody znikały w tajemniczy sposób szybciej niż zdążyły się roztopić.

Nie zabrakło też czasu wolnego na zakup pamiątek, słodyczy i innych rzeczy, które „koniecznie trzeba było mieć”. Starsi uczniowie podczas spaceru spotkali nawet Karola Rota, co było dodatkową atrakcją dnia.

Jak się okazało, Międzyzdroje przygotowały dla nas jeszcze jedną niespodziankę. Odbywał się tam „Najlepszy Dzień Dziecka na Wyspach”, a na scenie występowali młodzi artyści. Nasza Zuzanna z klasy VII postanowiła nie być tylko widzem. Odważnie wkroczyła na scenę i zaśpiewała „Tango na głos orkiestr”. Publiczność była zachwycona, a brawa niosły się chyba aż do Pogorzelicy. Przez chwilę zastanawialiśmy się nawet, czy nie będziemy musieli wracać bez niej, bo zrobi karierę muzyczną na miejscu!

Międzyzdroje pożegnały nas pięknym słońcem, a my udaliśmy się do Pogorzelicy.

Po smacznej kolacji przyszedł czas na regenerację oraz prezenty z okazji Dnia Dziecka. Każdy otrzymał od szkoły turystyczny plecaczek, bidon i odblaski. Radość była ogromna, a niektórzy od razu sprawdzali, ile skarbów zmieści się do nowego plecaka.

Tak zakończył się siódmy dzień naszej przygody – dzień pełen pięknych widoków, ciekawych spotkań, gwiazd, żubrów i jednej bardzo utalentowanej Zuzi. Jednym słowem: było co wspominać!

Dzień 9 – Operacja „Gdzie jest moja skarpetka?”

To już prawie ostatnia pobudka w rytmie niezawodnego hitu: „Zielona szkoła nie śpi, zielona szkoła wstaje!”. Choć niektórzy twierdzą, że ich powieki miały na ten temat nieco inne zdanie.

Dzień rozpoczęliśmy od pysznego śniadania, które dodało wszystkim energii na kolejne wyzwania. Następnie uczniowie pracowali w podgrupach. Klasy II-V tworzyły kolorowe plakaty, a starsi uczniowie uczestniczyli w niezwykle ważnych i życiowych zajęciach pt. „Jak ogarnąć pokój i nie zgubić połowy swojego dobytku”.

Koło południa, korzystając z pięknej pogody i hojności słoneczka, wszyscy udali się na ostatnie plażowanie. Morze pożegnaliśmy godnie – z uśmiechami, piaskiem w butach i wspomnieniami na długo.

Po powrocie czekał na nas smaczny obiad, a po nim chwila relaksu. Następnie nadszedł moment prawdy – pakowanie. Była to doskonała okazja do wykorzystania zdobytej wcześniej wiedzy. Nie obyło się jednak bez emocji. Trwały intensywne poszukiwania właścicieli samotnych skarpetek, tajemniczych bluz i innych przedmiotów, które najwyraźniej postanowiły wrócić do domu na własną rękę.

Znalazł się także czas na rozmowy z najbliższymi i podzielenie się wrażeniami z ostatnich dni.

Po przepysznej kolacji rozpoczęło się wielkie wydarzenie wieczoru – pożegnalna dyskoteka. Tańcom, śmiechom i dobrej zabawie nie było końca, a parkiet opuszczano z wyraźnym żalem. Gdyby to zależało od uczestników, dyskoteka trwałaby co najmniej do rozpoczęcia śniadania.

Zielona szkoła powoli dobiega końca. Przed nami jeszcze ostatnie poszukiwania zaginionych skarpetek, ostatnie otwieranie i zamykanie walizek oraz ostatnie pytania: „Czy na pewno wszystko spakowane?”.

A jutro… ruszamy w drogę do domu – bogatsi o wspomnienia, nowe przyjaźnie i być może odrobinę mniej skarpetek niż przywieźliśmy.

Dzień 10 – Wszystko, co dobre, szybko się kończy… ale wspomnienia zostają!

I to już koniec Zielonej Szkoły. Czas wracać do domu!

Dzisiaj pobudka o świcie, czyli punktualnie o 6:00. Choć niektórzy twierdzili, że są jeszcze w środku nocy! Potem rozpoczęło się wielkie domykanie walizek, sprawdzanie szafek, zaglądanie pod łóżka i przeglądanie każdego kąta pokoju. A może jakaś samotna skarpetka jeszcze tam została? Albo zagubiony kubek? Na szczęście większość rzeczy wróciła do swoich właścicieli!

Po ostatnim pysznym śniadanku wsiedliśmy do autokaru i ruszyliśmy w drogę do domu. W czasie podróży nie brakowało rozmów, śmiechu i wspomnień z minionych dni. Każdy miał swoją ulubioną przygodę do opowiedzenia.

Zatrzymaliśmy się jeszcze na ostatni postój, by rozprostować nogi i po raz ostatni poczuć klimat wspólnej wyprawy. Potem już prosto do celu!

No i dojechaliśmy do Rzeczycy cali i zdrowi. Choć trochę zmęczeni, to przede wszystkim pełni wspaniałych wspomnień, nowych doświadczeń i niezapomnianych przyjaźni.

Było świetnie! Przez te dziesięć dni przeżyliśmy mnóstwo przygód, zobaczyliśmy wiele ciekawych miejsc, świetnie się bawiliśmy i udowodniliśmy, że razem możemy stworzyć naprawdę fantastyczną ekipę. Zielona Szkoła dobiegła końca, ale wspomnienia zostaną z nami na bardzo długo.

Do zobaczenia na kolejnych wspólnych wyjazdach!